10 kwietnia 2017

Jeremiasz Urban ,,Jeżeli karnawał ma taka siłę, która paraliżuje zdolności myślenia, w takim razie my nie myśleliśmy nigdy, bo u nas jest wieczny karnawał… Niech żyje bal!”

Karnawał to według „Słownika wyrazów obcych” Władysława Kopalińskiego okres zimowych balów, maskarad oraz pochodów.
Brzmi znajomo nieprawdaż? I nie tylko dlatego, że wyraz ten nie należy do szczególnie egzotycznych i znanych jedynie elitom. Bale? Mamy ich przecież w bród! Organizowane są na przykład przez lobbystów dla posłów, by w zamian za przyjemne wakacje i posadę prezesa po ukończeniu kadencji móc funkcjonować nawet lepiej niż za poselską dietę. W innych balach uczestniczą też maturzyści, którym (często na pozór) zależy na maturze, lecz intensywniej przygotowują się do studniówki, bo ta jest tylko jedna… Teoretycznie matura to również impreza jedyna w życiu (co na to Czerwone Gitary? czyżby musiały zwrócić tantiemy za swój przebój o tym, że znów za rok…?). ale nauka do egzaminu dojrzałości to wyrzeczenie i ciężka praca. Trzeba określić priorytety. Coś mi się zdaje, że bal w naszej narodowej świadomości zwycięża z przykrymi obowiązkami.
Maskarady? Oczywiście, wystarczy tylko zajrzeć do telewizji. A tam… nowowybrany prezes PSL, czyli partii, która „pójdzie do łóżka” z każdym, kto da jej gwarancję zachowania posad w państwowych spółkach… Pan Piechociński wydawał się przez tydzień przepraszać eks-prezesa Pawlaka za to, że przypadkiem wygrał wybory. Wyglądało to żenująco i takie w istocie było: nowy prezes boi się starego i stąd ów cały teatr.
Przejdźmy teraz do ukochanych przez niektórych – pochodów, czyli do kolejnego wyróżnika okresu zwanego karnawałem. Polacy (coraz bardziej się do tego przekonuję) je kochają. Mamy ich więc mnóstwo. A miastem, które organizuje najwięcej pochodów, okazuje się Warszawa. Są one transmitowane na żywo i można oglądać pięknie przechadzające się za prezydentem Komorowskim grupy „lemingów”. To tak do pory obiadowej. Potem czas na deser, bo za pochody zabierają się inni. Manifestacje i kontrmanifestacje ideowej lewicy oraz prawicy przeradzają się w starcia z policją. Jakież to piękne widowiska, lubię je oglądać, zwłaszcza gdy za oknem już szaro, a sąsiedzi „użyźniają” powietrze palonymi śmieciami. Fascynujące widowiska! Lecz gdy zajrzy się do Internetu, a zwłaszcza spojrzy na materiały dziennikarskie (?) grupy „pyta.pl”, można odnieść wrażenie, że kibole, geje, komuniści, narodowi katolicy i związkowcy tak naprawdę przyszli, by zobaczyć zadymę i trochę porzucać płytami chodnikowymi. Mówiąc wprost, przyszli się pobawić.
Gdy oglądam to wszystko, przychodzi mi na myśl fragment tekstu Tomasza Budzyńskiego z grupy „Armia”: „Każdy bawić się chce,/ każdy cieszyć się chce,/ kto ma płakać więc?/ nie dostrzega się łez ”. Polska z mojej perspektywy wygląda tak, jak świat ukazany w filmie „Anioł Zagłady” Luisa Buñuela. Tam wspaniała kolacja burżuazyjnej elity przeradza się w koszmar: biesiadnicy nie potrafią opuścić domu z powodów nikomu nieznanych. Dopiero dzwon kościelny ich budzi i wszyscy udają się na mszę. Ciekawe, czy u nas też takie będą koleje karnawału? I czy po sobotniej libacji komukolwiek będzie się chciało iść do kościoła?