10 kwietnia 2017

Dagmara Porada ,,Życie na kredycie”

„Kredyt” króluje na liście najpopularniejszych słów ostatniej dekady. Jeszcze nigdy nie był tak często powtarzany i odmieniany przez wszystkie przypadki.  Dotyczy całego społeczeństwa. Czy to już ten egalitaryzm z rewolucyjnych haseł? Zdarza się, że staruszki po niedzielnej mszy, zamiast rozprawiać o niezwykle udanym kazaniu „naszego kochanego farorza” – gestykulują, machają laskami i sprzeczają się, który bank oferuje lepsze kredyty. Zdarza się też, że dzieci na placu zabaw udają dorosłych:

– „Co dziś porabiałaś, kochana?” – pyta  dziewczynka z (na oko) grupy Misiów (czy: Misi!).

– „Martwię się, mam kłopoty. Mój mąż narobił długów i jestem zmuszona iść do banku zaciągnąć kredyt!”.

Gdy usłyszałam ten dialog, miałam ochotę wstać, zacząć bić brawo i wręczyć rodzicom obu dziewczynek wychowawczego Nobla, a przynajmniej Złoty Krzyż Zasługi za udzielanie dzieciom życiowych porad. Z drugiej strony – owi rodzice nie muszą bardzo się starać. Podpowiedzi „pedagogiczne” pojawiają się zewsząd, np. oglądając w piątkowy wieczór „Rodzinkę.pl” można dowiedzieć się, że Boscy mają auto i dom na kredyt w PKO, gdyż tam proponują tak wyjątkowo niskie raty, że grzech nie skorzystać. Skoro przyzwyczailiśmy się do lokowania produktów, np. soków pomarańczowych „Tymbark”, który piją wszystkie dzieci Boskich, dlaczego nie mielibyśmy wiedzieć, gdzie i jakie kredyty ma Rodzinka?!

Jednak „wierzbowa” propaganda rośnie szczególnie niebotycznie, gdy nadchodzą Święta Bożego Narodzenia. Wówczas na ulicach miast uśmiechają się do nas Święte Mikołaje (no, bo któż inny tak mocno pragnie uszczęśliwić wszystkich?!) i rozdają ulotki informujące o  chwilówkach. Bo przecież Święta muszą wyglądać w każdym polskim domu tak, jak na amerykańskich filmach: choinka co najmniej 3,5-metrowa (to nic, że mieszkanie jest o metr niższe), aby zmieściły się pod nią góry prezentów. Wtedy też jest doskonały czas do promowania przez elfy i inne Śnieżynki nowej Dobrej Nowiny: „U nas najniższe raty spłacania kredytów! Ho ho ho!”. A wtenczas Boże Narodzenie od razu wygląda weselej, ponieważ będzie można kupić wspomnianą górę prezentów, a po świętach (świętach?) szybko, łatwo i przyjemnie długi się spłacą. Jeśli byłby z tym problem, trzeba tylko zadzwonić do „KRUKA”, a już oni nam pomogą, udzielając kredytu…

Uwierzyła w to nawet moja babcia. Lubi w domu mieć urządzenia nowe i sprawne, a te wymagają częstej wymiany. Babcia zaś ma emeryturę niedużą i uważa, że nigdy nie uzbierałaby na nową pralkę czy lodówkę. Wybiera się więc do „wierzbowego” lasu w centrum miasta. Czasem jej towarzyszę. Ostatnio też tak było. I gdy już wychodziłyśmy, pomyślałam: „Ja też tu kiedyś przyjdę. Najpierw sama, potem z własnym dzieckiem, później z wnukiem lub wnuczką. Bo wprawdzie z „moim zakładem jestem bardzo mocno związana; zwłaszcza przez kasę zapomogowo-pożyczkową”, ale przecież taka kasa nie wystarczy, bo będzie mi potrzeba więcej kasy. Żeby spłacić długi babci, moje, córki…”.

A „licznik Balcerowicza” bije. I chyba niedługo pojawi się tam już nie długi ciąg cyfr, ale krótki znak: +